O jodze i zmianie
Czym naprawdę może być joga kundalini, jeśli potraktujesz ją poważnie? I jakiego nauczyciela warto szukać?
W świecie fast fashion i fast foodów joga bywa jeszcze jednym produktem na półce, na dodatek z krótkim terminem przydatności. Dlatego jak grzyby po deszczu mnożą się metody luźno bazowane na jogicznych konceptach (np. joga śmiechu, joga twarzy) oraz szkoły, gdzie joga to po prostu element modnego lifestylu i to wcale nienajważniejszy (stąd zajęcia jogi z winem, pieskami, rozdawaniem kosmetyków). Nauczyciel w takich szkołach to instruktor, który musi też spełniać kryteria estetyczne (zazwyczaj atrakcyjna młoda kobieta, szczupła, w modnych legginsach). Nawiasem mówiąc: czy tylko ja jestem uczulona na słowo “jożka”?
Możesz kupić ten produkt i uwierzyć w iluzję, która za nim stoi.
Jeśli będziesz praktykować lifestylowo, ad hoc, bo to modne, wyniesiesz z takiej praktyki odpowiednio mniej. Tak też można, ale po jakimś czasie się to znudzi i zacznie się poszukiwanie kolejnej atrakcji.

Ale można też inaczej. Jeśli potraktujesz jogę jak filozofię i drogę, otrzymasz coś niezwykłego - głęboką zmianę życia na wielu poziomach.
Tak się to zresztą nazywa - joga to filozofia ucieleśniona, jeden z sześciu głównych systemów filozoficznych Indii, czyli darśan. Darśana, czyli sanskrycki odpowiednik filozofii, nie oznacza, jak po grecku, umiłowania mądrości, ale raczej wgląd wynikający z cierpliwego doświadczania.
Między innymi dlatego tak ważne jest, aby starannie wybrać nauczyciela jogi - kogoś, kto rozumie, czym jest droga, zmiana i doświadczanie, ponieważ sam przez nie przeszedł (a nie tylko wyuczył się na blachę kilkudziesięciu kriyi, asan czy vinyas i bezrefleksyjnie je teraz odtwarza). Taki nauczyciel nie tylko zna każdą sekwencję, ale ją przeżył. Rozumie, dlaczego jest taka, a nie inna. Był w niej naprawdę, osiągając tam umysł neutralny, niedualny, ponad osiąganiem, ponad biegunowością.
Będziesz wracać nie do tego nauczyciela, który pracuje nad twoją kondycją czy precyzją jogicznych pozycji, ale do tego, u którego poczujesz i zainicjujesz zmianę. Uwierz mi - to coś więcej niż zajęcia, na których “było fajnie”.
Co więcej, według najstarszych jogicznych tradycji, joga nie była gimnastyką, ale mądrością, przekazywaną bezpośrednio od nauczyciela do ucznia. To nie były zajęcia grupowe od do. To nie był produkt do kupienia. To była więź i konfrontacja. Relacja uczeń - mistrz nie była powierzchowna, niekiedy bolała, zawsze transformowała. Ponieważ - uwaga, kontrowersyjne - joga wedle tego wzorca w ogóle nie miała być przyjemna.

Jak daleko jest od takiej jogi do designerskich sal, kolorowych mat, jogi w towarzystwie piesków i kotków, jogi i degustacji… Można nawet zadać sobie niewygodne pytanie, czy w naszym kręgu kulturowym głęboka joga jest w ogóle możliwa.
Wybierz - pamiętając, że żaden z wyborów nie jest jednoznacznie zły ani dobry. Wybierz stosownie do potrzeb i świadomości. Może być czasem tak, czasem tak. Można pójść na jogę, a potem na jożkę. Ale jeśli nie chcesz prawdziwej, głębokiej zmiany - pozostań przy samej jożce, a jogi nawet nie zaczynaj.
Zmiana zaboli, przemebluje ci głowę i życie. Ale i tak warto, na maksa warto.